Aleksis Solomos – Święty Bachus. Nieznane lata teatru greckiego 300 p.n.e.–600 n.e.
Po raz pierwszy spotkałem Świętego Bachusa na świetlistej mozaice kościoła w Dafni. Między żydowskimi rybakami, biednymi mnichami i innymi pokornymi ...
Po raz pierwszy spotkałem Świętego Bachusa na świetlistej mozaice kościoła w Dafni. Między żydowskimi rybakami, biednymi mnichami i innymi pokornymi ...
Współczesny nastolatek nie ma lekko. Presja otoczenia, by być najlepszym, bardzo osłabia wiarę we własne możliwości. „Niełatwo być chłopakiem, ale...
Po raz pierwszy spotkałem Świętego Bachusa na świetlistej mozaice kościoła w Dafni. Między żydowskimi rybakami, biednymi mnichami i innymi pokornymi mieszkańcami świątyni, Bachus i Sergiusz wyróżniają się białymi i złocistymi szatami, niczym dioskurowie jakiejś starożytnej szlachetnej kultury, która nagle i nieoczekiwanie została zwyciężona przez prostszą i bardziej ludową wiarę. Porwał mnie nie tyle wygląd czy życiorys syryjskiego męczennika, ile alegoria, która przeświecała zza jego imienia – alegoria, która oświetla pewną przejściową i nieznaną, niemal tajemną epokę teatru. Gdyż tak naprawdę starożytny Bachus nigdy nie umarł; nie tylko jako bóg wina i daimonion teatralnego szału. Kiedy zmarł ostatni Menander, a zanim urodził się pierwszy Chortatzis – gdyż nowa komedia i dramat kreteński stanowią punkty graniczne naszej nieznanej historii – owity bluszczem Dionizos jest wciąż blisko nas, przyjmując ukryte i jawne ofiary. Spośród tysiąca dziewięciuset nieznanych lat teatru greckiego, co najmniej tysiąc siedemset to lata twórcze; teatr ten kontynuuje swoją drogę pośród tysięcy przemian i przeobrażeń, przesądów i ustaw, śmierci i wygnań – czasem politeistyczny, czasem monoteistyczny, ale zawsze dionizyjski. (fragment książki)