Jakub Dziekan – Korporacjusz
To mit, że kawa stawia na nogi. Gówno prawda. Ten napój wcale nie rozcieńcza marazmu i nie mobilizuje. Mimo to ...
To mit, że kawa stawia na nogi. Gówno prawda. Ten napój wcale nie rozcieńcza marazmu i nie mobilizuje. Mimo to ...
Księga angielskich słówek to bogato ilustrowany słownik obrazkowy dla dzieci od 7 lat i przyjemny sposób na pierwsze kroki z...
Książka ta powstała po części z powodu stulecia odzyskania niepodległości, po części dlatego, że dobrych ilustracji nie godzi się trzymać...
Edyta, zakompleksiona i zdystansowana trzydziestolatka, niechętnie przyjmuje od brata propozycję pracy. Nie przypuszcza, że pociągnie to za sobą kolejne zwroty...
To mit, że kawa stawia na nogi. Gówno prawda. Ten napój wcale nie rozcieńcza marazmu i nie mobilizuje. Mimo to perspektywa wypicia kilku łyków bywa jedynym powodem, by wyjść z wyra. Takie krótkoterminowe cele są jedynym, co pozwala mi zacząć dzień. Bo cele długoterminowe demotywują. Zwłaszcza że formułują je przełożeni w korporacji, która trawi ponad połowę mojego życia. Połowę? Tak, połowę. To wcale nie jest tak, że spędzam w pracy osiem godzin dziennie. Po powrocie z biura myśli o robocie nie chcą odlepić się od mojej kory mózgowej, chociaż powinny. Przecież słucham tam wyłącznie o deadlinach, coachingach i coraz to nowszych challengach. Jestem samotnym project managerem po trzydziestce. Szamoczę się w gęstej sieci fobii, natręctw i neuroz, dla których katalizatorem może być właściwie wszystko: począwszy od tłoku w środkach komunikacji miejskiej i skrojonych pod gusta młodych hipsterów ofert modnych restauracji, poprzez interakcje ze współpracownikami w pracowniczej kantynie, na dojmującej rutynie codziennych obowiązków skończywszy. Współpracowników tak w ogóle z trudem toleruję, a jedynym człowiekiem w biurowcu, z którym jestem w stanie konwersować bez fasady wysilonej neutralności, jest zatrudniony na umowie śmieciowej podstarzały recepcjonista. Na mój każdy dzień składa się seria powtarzalnych automatyzmów: wędrówka po labiryntach uzależniających mediów społecznościowych, kurtuazyjne rozmowy o niczym i przedłużające się wizyty w toalecie, mojej świątyni dumania. Ale wszystko zmieniło się, kiedy w biurze pojawiła się Agata.